Wednesday, 09 September 2009
-
Moja Jerozolima
Wyjaśniam, że nie jest to artykuł ani dokument o Izraelu, a jedynie moje prywatne odczucia.
Dlatego w tytule jest; "Moja Jerozolima" , a nie "Fakty z życia Izraela".
Nie sposób zapomnieć Jerozolimy, nie dlatego że to wyjątkowo święte miasto, ale dlatego, że jest pozbawione świętości. Jerozolima to kościelna procesja i defilada wojskowa w jednym. Miasto biało-czarnych skrajności, fundament wielkich monoteistycznych religii.
Diabeł i Bóg w jednym miejscu.
W mieście na każdym kroku czuć podniecenie i nerwowość. Przy wejściu do głównej synagogi non stop odbywają się ścisłe kontrole, ludzie kłócą się, wciąż coś pika, pracują wykrywacze metali, trwają przeszukiwania kieszeni, szukanie broni, prześwietlanie torebek. Atmosfera wojny i nieufności. Świątynne podziały - kobiety na prawo, mężczyźni na lewo. Coś mi ten podział.... przypominał.
Pięcioletnia obowiązkowa służba wojskowa dla kobiet i mężczyzn, ta informacja jest nieoficjalna. Osoba komentująca, mieszkanka Izraela poprawia mnie, że służba trwa trzy lata, w internecie piszą że dwa lata.
Równouprawnienie o którym dumnie wspomniał, nasz Izraelski przewodnik Józio z powojennej polski, chwaląc się córkami w wojsku.
Byłam tam w dwa tygodnie po konflikcie w Gazie - Jerozolima i Betlejem przez ponad miesiąc były odcięte od świata turystów i napływających pieniędzy.

Obserwowałam ludzi dorosłych i zupełnie małe dzieci. W oczach chłopców ( dziewczynek na ulicach, nie zauważyłam) zamiast dziecięcej radości i infantylności, połyskiwały sprytne czarne chochliki. Za jednego dolara można było kupić od nich kilka gałązek z świętego wzgórza na którym Jezus wygłosił swoje ostatnie kazanie. Dałam się namówić na kilka, ażeby coś po sobie zostawić. Jest potrzeba górująca nad rozumem, żeby zabrać ze sobą choćby maleńki listek z miejsca naznaczonego historią.

Jezus w niebie, a u stóp jego świątyni w drodze na Golgotę wieczny jarmark. Handluje się czym popadnie od koszernych steków, po prezerwatywy i usługi fryzjerskie. Nad chrześcijańskimi świątyniami, dumnie wznoszą się jasno oświetlone meczety.

- Oświetlony zielonym światłem meczet, wznoszący się dumnie nad centrum chrześcijańskiego kultu, drogi krzyżowej. Izraelski przewodnik z Eilat i Józio z powojennej Polski mój opiekun w Jerozolimie, powiedział; - Aj, jak strasznie razie w oczy ten meczet w tym miejscu.
Przyznam, pogubiłam się czyj kościół jest tym właściwym.? Potencjalnie Bóg mieszkał we wszystkich i wszystkie były piękne. Natomiast rozbawiło mnie zgorszenie wycieczkowiczów, podczas spacerku drogą męki pańskiej. Przyznam, że i ja nie miałam świadomości iż podążam sławną drogą krzyżową ... bardziej myślałam, że to jakieś tutejsze centrum handlowo-rozrywkowe.
Grób Matki Bożej w Jerozolimie ?
Jeszcze gorsze wzburzenie rozległo się gdy izraelski przewodnik, Józek z powojennej Polski, wskazał w dole Jerozolimy, na miejsce w którym została pochowana Maria, matka Jezusa. - Jak to... ! rozległy się przejęte głosy wiernych w autokarze. - Przecież Matka Boska, została wzięta do nieba. Na co przewodnik Józek z uporem; - proszę państwa, tam w dole mijamy grób Marii, matki Jezusa. Po autokarze przeszły szmery wzburzenia, ale jakoś nikt nie ośmielił się oponować. Bądź co bądź ten przewodnik, był naszą jedyną "oazą" w tym święcie niebezpiecznym miejscu. Na dodatek Polacy odkryli smutną prawdę, że katolików w Jerozolimie jakoś mało. W Betlejem jeno prawosławny Pop, przy Grobie Pańskim również Pop, na dodatek w miejscu zmartwychwstania, jedynie skromna niewielkich rozmiarów kapliczka (część) wydzielona na kościół dla katolików, za to z odciśniętymi stopami Jezusa.

- Wejście do grobu Jezusa w Jerozolimie. Obok Pop z drabiną czyszczący w międzyczasie lampy nad wejściem i kontrolujący wejścia i wyjścia. Czas na modlitwę przy grobie maks - 4 minuty.

- Poza szczegółową kontrolą paszportową, na wjeździe do Betlejem wita pielgrzymów mur i napis - Pokój i miłość.
Modły z różnych świątyń rozchodząc się z niezwykłą mocą po całym mieście, brzmiały przejmująco i donośnie. Miałam wrażenie, że za chwilę na niebie ukarze się sam bóg.
Boga nie spotkałam, jedynie "tropy" po nim i poszukujących; kawałek drewnianego krzyża, podłogi po której stąpał Jezus, a jeszcze w innym miejscu jego odciśnięte stopy i miejsce pożegnania z Marią Magdaleną. Wszędzie jeno wyobrażenia i duchy. Spacer po Jerozolimie przypominał mi religijny thriller bez zakończenia.
Najbardziej fascynujące w Izraelu, były ogromne przestrzenie fantazyjnie ukształtowanego ziemskiego krajobrazu, przejmujący zapach i klimat morza martwego, biblijne legendy, o królu Salomonie i królowej Kleopatrze i uroda mieszkańców. Natomiast sama decyzja na wycieczkę do kraju w dwa tygodnie po zakończeniu działań wojennych w Gazie, nie była mądrym posunięciem, poza odkryciem w sobie nieuświadomionego pędu do samozagłady.
(Wszystkie fotografie są moją własnością ze zgodą
na ich dowolne nie komercyjne rozpowszechnianie)


















